Przeskocz do treści

Polskie / Słowiańskie runy

Na fali odkry­wa­nia korze­ni przod­ków, ponio­słem się sło­wiańsz­czyź­nie i ja. A dokład­niej kwe­stii piśmien­nic­twa dawa­nych plemion/ludów zamiesz­ku­ją­cych nasze tere­ny. Z tego co pamię­tam z lek­cji histo­rii, to co się dzia­ło na tere­nach Pol­ski sprzed 966 roku, jakoś owia­ne jest dużą nie­wie­dzą – czy­li mamy tutaj spo­rą wyrwę. Ogól­nie przyj­mu­je się, że nic spe­cjal­ne­go nie było, ban­da dzi­ku­sów może jakiś, potra­fią­cych polo­wać i zbie­rać jago­dy w lecie. Oczy­wi­ście takie wie­rze­nia bio­rą się ze skrom­nej ilo­ści wie­dzy jaka prze­trwa­ła do dzi­siaj. Nie jest to efekt natu­ral­nej koro­zji, ale nie­ste­ty setek lat dzia­łań oku­pan­ta, jaki został wpusz­czo­ny do kra­ju pol­skie­go po 966 roku. Jak by nie było, ludzie z Rzy­mu wie­dzie­li co robić, aby pozbyć się tego co nie pocho­dzi­ło od nich, jak daw­ne pismo, tra­dy­cje, świę­ta i wie­rze­nia. Tych ostat­nich cięż­ko było wyple­wić z głów zwy­kłych ludzi, więc zasto­so­wa­no się do sztu­czek, gdzie po pro­stu zasy­mi­lo­wa­no je pod świę­ta­mi obec­nie kościel­ny­mi, a daw­nych bogów/bożków zastą­pio­no prze­róż­ny­mi świę­ty­mi posta­cia­mi. Róż­ni­ca żad­na, a nawet jest jesz­cze gorzej, bo zamiast sza­no­wać żywe dzie­ło Boga – przy­ro­dę, to nisz­czy­my ją na rzecz zim­nych i mar­twych budyn­ków i posą­gów z kamie­nia.

Widocz­nie tak musia­ło być aby obce mocar­stwo – Rzym – dało nam w koń­cu spo­kój i nie najeż­dża­ło, wyrę­cza­jąc się obcy­mi woj­ska­mi. Wte­dy zamiast mor­dów fizycz­nych, doświad­czo­no tutaj inne­go rodza­ju mor­du, na panu­ją­cej wów­czas kul­tu­rze. Jeże­li nie dajesz wia­ry i wyda­je Ci się to nie­praw­do­po­dob­ne, bo Kościół koja­rzysz tyl­ko z dobrem i miło­ścią, to przy­po­mnij sobie dla­cze­go Miko­łaj Rej napi­sał „A nie­chaj naro­do­wie wżdy postron­ni zna­ją, iż Pola­cy nie gęsi, iż swój język mają.”? Nie­ste­ty w naszym kul­tu­ro­wo oku­po­wa­nym kra­ju, nawet nie uży­wa­ło się w piśmie języ­ka pol­skie­go (!), tyl­ko waty­kań­ską łaci­nę. Prze­łom nastą­pił dopie­ro w 1562 roku, za spra­wą Miko­ła­ja, czy­li dopie­ro po 596 latach łaci­ni­za­cji pol­skiej ary­sto­kra­cji! Po czę­ści pew­nie sami sobie win­ni, jako że jak i dzi­siaj to widzę, na zachód ludzi­ska zapa­trze­ni, swe­go nie zna­jąc, a za cudzym to na śle­po :)

Czy ludzie sprzed epo­ki łaci­ny zapi­sy­wa­li sło­wa? Ogól­nie twier­dzi się ofi­cjal­nie, że nie. Jak­by ludzie na tych tere­nach byli za głu­pi na to, a pismo przy­szło dopie­ro wraz z łaci­ną od Waty­ka­nu. Wg mnie nie jest to praw­dą, a bar­dziej po pro­stu efekt mono­po­lu na kul­tu­rę, jaki tu pano­wał przez set­ki lat. Czy gdy ludzie w innych rejo­nach świa­ta pisa­li już od tysię­cy lat, to tutaj nadal było nic? Mało praw­do­po­dob­ne.

Głagolica

I tak pierw­sze co ofi­cjal­nie uwa­ża się za język sło­wian to Gła­go­li­ca. Jed­nak mówi się, że nie było to pisa­ło sło­wian tak od począt­ku do koń­ca, ale że zosta­ło wymy­ślo­ny przez świę­tych Cyry­la i Meto­de­go, jako sys­tem pisma dla sło­wian – taki dar od Waty­ka­nu dla ewan­ge­li­za­cji pogan. Jeże­li popa­trzy­cie jak wyglą­da Gła­go­li­ca, to nie trze­ba być eks­per­tem aby stwier­dzić, że jest to cał­kiem coś róż­ne­go od łaci­ny, czy innych podob­nych alfa­be­tów. Dla­cze­go zatem mia­no by wymy­ślać nowy zapis, sko­ro nie było u ludzi-pogan nicze­go inne­go? Jak ktoś nie umie pisać, czy­li nie ma w nawy­ku sta­wia­nia jakich­kol­wiek zna­ków okre­śla­ją­cych gło­ski, to prze­cież taką oso­bę moż­na nauczyć od razu dowol­ne­go alfa­be­tu. Gorzej, gdy ktoś jest już przy­zwy­cza­jo­ny do pew­nej for­my zapi­sy­wa­nia słów. Wów­czas ucze­nie takiej oso­by, zupeł­nie innej for­my zapi­su będzie dużo trud­niej­sze, bo musi zapa­no­wać nad obie­ma for­ma­mi i nie mylić się mię­dzy nimi. Sam tego oświad­czy­łem, pisząc i czy­ta­jąc runy – ale o tym póź­niej.

Dla­te­go dużo bar­dziej jest wg mnie praw­do­po­dob­ne, że Cyryl i Meto­dy odkry­li Gła­go­li­cę, ale nie dla sło­wian, tyl­ko od sło­wian dla świa­tem zacho­du i Waty­ka­nu. Ot drob­na róż­ni­ca w zna­cze­niu sło­wa „odkry­li” :)

Jeże­li chcesz opa­no­wać Gła­go­li­cę, nie jest to takie trud­ne. Pole­cam parę mate­ria­łów od Tade­usza Mro­ziń­skie­go oraz Jac­ka Gre­szy­nay, któ­ry zaadap­to­wał Gła­go­li­cę do cza­sów współ­cze­snych – two­rząc tak­że czcion­kę kom­pu­te­ro­wą, dzię­ki któ­rej może­my pisać w Gło­go­li­cy.

Runy futhark

Oka­za­ło się, że jest jesz­cze coś takie­go jak runy. O samych runach jako tako, chy­ba każ­dy sły­szał. Ja wcze­śniej wie­dzia­łem tyl­ko tyle, że jest coś takie­go, gdzieś od wikin­gów, jakieś zapi­ski dziw­ny­mi krzacz­ka­mi. I jak naj­bar­dziej, po głęb­szym zapo­zna­niu się z tema­tem, dowie­dzia­łem się że zowie się to FUTHARK – od pierw­szy liter owe­go alfa­be­tu. Roz­róż­nia się Futhark star­szy liczą­cy 24 zna­ki (pierw­sze zna­le­zi­ska sza­cu­je się na III wiek n.e., a więc jakieś 700 lat przed Chrztem Pol­ski), któ­ry w wie­ku VII-VIII ewo­lu­ował na tzw. Futhark młod­szy, liczą­cy 16 zna­ków (czy­li dege­ne­ra­cja zapi­su postę­po­wa­ła już wte­dy :)).

Runy FUTHARK starszy
Runy FUTHARK star­szy

Dowie­dzia­łem się tak­że, że runy Futhark są naj­bar­dziej popu­lar­ny­mi runa­mi na świe­cie a chy­ba naj­bar­dziej wśród magi­ków i cza­ro­dzie­jów. Mają swo­je głęb­sze zna­cze­nia, przy­pi­sa­ne żywio­ły, cha­rak­ter, wła­ści­wo­ści, kolo­ry i masę innych atry­bu­tów, rodem z dobre­go RPG-a. Po pro­stu naro­sły do ran­gi mitycz­nych i magicz­nych zna­ków nie­wia­do­me­go pocho­dze­nia o róż­nych wła­ści­wo­ściach, oddzia­ły­wa­niach. Moż­na je tak­że łączyć ze sobą (bin­dru­ny), two­rzyć skryp­ty – zaklę­cia, itp. Ile w tym praw­dy, niech każ­dy oce­ni sam.

Wra­ca­jąc do same­go pisma, każ­da runa ma oczy­wi­ście przy­pi­sa­ną gło­skę. Gdy weź­mie­my gło­ski z alfa­be­tu Futhark star­sze­go, to widać, że jed­nak z języ­ka­mi sło­wiań­ski­mi jak pol­ski, nie wie­le ma to wspól­ne­go. Widać tak­że, że nie ma tam wszyst­kich gło­sek, nawet tak pod­sta­wo­wej jak np. gło­ski C, nie wspo­mi­na­jąc już o sło­wiań­skich, „SZ, CZ”, czy noso­wych „Ą”, „Ę”, itp. Nic dziw­ne­go – gło­sek w języ­ku pol­skim jest ze 40, a futhark star­szy liczył „tyl­ko” 24 zna­ki, nie mówiąc już o Futhar­ku młod­szym z 16-toma zna­ka­mi. Odczy­ty­wa­nie zapi­su, gdzie przyj­mu­je się, że jed­na runa mogła mieć kil­ka zna­czeń gło­sko­wych, jest bar­dzo kar­ko­łom­ne. Wszyst­ko to spra­wia, że nawet uży­wa­nie run do zapi­su współ­cze­snej mowy, jest bar­dzo utrud­nio­ne. Jesz­cze ujdzie, ale dla zapi­sów w języ­kach angiel­skim czy nie­miec­kim. Stąd ofi­cjal­nie twier­dzi się, że jest to zapis języ­ków z rodzi­ny ger­mań­skich.

Jed­nak skąd wia­do­mo, że daną runę nale­ży czy­tać daną gło­ską? Dla­cze­go daną runę ryso­wa­no tak, a nie ina­czej? Skąd się wziął taki zapis? Tego nigdzie na stro­nach poświę­co­nych runom Futhark, nie zna­la­złem. Domy­ślam się, że ktoś pró­bo­wał odczy­tać zapi­ski na skan­dy­naw­skich kamie­niach, skan­dy­naw­ski­mi języ­ka­mi, coś tam sobie dopo­wie­dział, coś tam komuś pod­pa­so­wa­ło i coś tam im, Π * oko, powy­cho­dzi­ło.

Moż­na się zasta­na­wiać skąd wzię­ły się tak napraw­dę runy Futhark? Ofi­cjal­nie nic o tym nie wia­do­mo. Nie­ofi­cjal­nie, wróż­bi­ci i mago­wie, mówią o legen­dzie, jako­by runy dał ludziom Odyn – mito­lo­gia nor­dyc­ka. Pyta­nie czy za bóstwem Ody­nem, kry­ją się real­ne posta­cie, któ­re przy­nio­sły pismo na pół­noc Euro­py? Wg mnie, jeże­li wciąż nie wia­do­mo, dla­cze­go runy ryto wła­śnie w taki a nie w inny spo­sób i dla­cze­go mają takie zna­cze­nie gło­sek, a nie inne, to może być to cał­kiem sen­sow­ne – czy­li skan­dy­na­wo­wie prze­ję­li zna­ki i sami nie wie­dzie­li dla­cze­go tak się je pisze.  Podob­nie jak dzi­siaj. Nikt nie uczy dzie­ci w szko­le dla­cze­go lite­rę „A” pisze się wła­śnie tak a nie ina­czej. Czy nigdy Cię to nie zasta­na­wia­ło? Fakt, że nauczy­cie­le zapew­ne sami nie wie­dzą, po pro­stu mamy wykuć na pamięć, że jak nary­su­jesz taki zna­czek to zna­czy, że czy­tasz tak. A dla­cze­go? Nie pytaj, wyko­naj :)

Jeże­li runy przy­szły na pół­noc euro­py, to zna­czy że naj­praw­do­po­dob­niej, musia­ły przyjść z połu­dnia. Tutaj chy­ba naj­bar­dziej potwier­dzo­nym poprze licz­ne odkry­cia, jest pismo etru­skie. Etru­sko­wie to lud zamiesz­ku­ją­cy pół­noc­ną część dzi­siej­szych Włoch, jesz­cze sprzed setek lat przed naszą erą. I potra­fi­li pisać, w spo­sób podob­ny to run skan­dy­naw­skich. Pismo Etru­sków do dziś sta­no­wi dla nauki main­stre­amu zagad­kę. Zapew­ne dla­te­go, że sta­ra­ją się go roz­szy­fro­wać wło­skim, gre­kom, albo łaci­ną.

Jed­nak spo­ro wska­zu­je na to, że mogło być na odwrót. To kul­tu­ry grec­ka, łaciń­ska, itp. zaczerp­nę­ły pismo z języ­ka etru­skie­go.

Polskie runy przemówiły

Do wnio­sków takich przy­bli­ża mnie tak­że opra­co­wa­nie Wini­cju­sza Kos­sa­kow­skie­go, – „Pol­skie runy prze­mó­wi­ły”. I tutaj moja cie­ka­wość zosta­ła moc­no pobu­dzo­na. Pol­skie runy? To my mamy runy? Ano jak się dowie­dzia­łem i na Pol­skich tere­nach odkry­to runy. Mam na myśli np. era­tyk (głaz narzu­to­wy) z Łęgo­wa. Runy uzna­no za skan­dy­naw­skie. Tyl­ko nikt nie potra­fi do dzi­siaj wyja­śnić skąd u nas w lubu­skim wikin­go­wie się wzię­li.

Jeże­li weź­mie­my tytuł książ­ki „Pol­skie runy prze­mó­wi­ły” to jed­nak nie cho­dzi tu o pol­skie runy, bo Pol­ski w obec­nym rozu­mie­niu jesz­cze wte­dy nie było, ale bar­dziej o język zbli­żo­ny w brzmie­niu do obec­nej gru­py języ­ków sło­wiań­skich jak pol­ski, cze­ski, rosyj­ski, chor­wac­ki, itp., któ­re to jak wie­my, są do sie­bie bar­dzo podob­ne. I tutaj mamy cał­kiem spo­rą rewo­lu­cję – przy­naj­mniej jak dla mnie. Jeże­li Wini­cjusz Kos­sa­kow­ski ma rację, to mamy wyja­śnio­ne pocho­dze­nie run oraz zna­cze­nie spo­rej czę­ści zabyt­ków z zapi­ska­mi runicz­ny­mi, któ­re okrzyk­nię­te fal­sy­fi­ka­ta­mi, nabie­ra­ją sen­su.

Pol­skie runy wg Kos­sa­kow­skie­go

W dużym skró­cie, pan Kos­sa­kow­ski doszedł do wnio­sku, że runy same w sobie muszą być pro­ste w uży­ciu i rozu­mie­niu, ina­czej cięż­ko było by się ich nauczyć i uży­wać. Pro­sto­ta oka­za­ła się traf­na – bo sam się ich nauczy­łem bar­dzo szyb­ko, poprzez logi­kę a nie kucie na pamięć. Po dru­gie, wziął naj­star­sze języ­ki jak hie­ro­gli­fy z Egip­tu i zaczerp­nął z tego pro­sto­tę. Sko­ro obraz­ki ozna­cza­ły wyra­zy, albo pierw­sza gło­ska obiek­tu na obraz­ku ozna­cza­ła gło­skę w wyra­zie, to może w takim razie runy tak­że są obraz­ka­mi? Tyl­ko co obra­zu­ją? Jak się oka­za­ło wyma­wia­jąc daną gło­skę, nale­ży odpo­wied­nio usta­wić język, usta, war­ki. Do wymo­wy uży­wa­my tak­że zębów, gar­dła, nosa. Tak więc, pan Kos­sa­kow­ski wie­dząc jak się usta­wia narzą­dy mowy przy wyma­wia­niu danej gło­ski oraz gdzie wydo­by­wa się dźwięk (bo to raczej się nie zmie­ni­ło), wywnio­sko­wał, że runy wła­śnie to poka­zu­ją, czy­li jak np. usta­wić zęby wobec war­gi aby wyszedł dźwięk „W”. Do tego wie­my że „F” jest bez­dź­więcz­nym „W” – czy­li w obu przy­pad­kach nale­ży gór­ne zęby, przy­ło­żyć do dol­nej war­ki. Dla­te­go runa „F” jest mody­fi­ka­cją runy „W” poprzez doda­nie do runy „W” dodat­ko­wej kre­secz­ki – odróż­ni­ka. Gdy spoj­rzy­my na skan­dy­naw­skie runy Futhark, to widać, że runa „F” – Fehu, jest bar­dzo podob­na do „F” z run sło­wiań­skich. Tyl­ko zaraz! Mamy tutaj jed­ną, zasad­ni­czą róż­ni­cę. Pan Kos­sa­kow­ski wyja­śnił to co nikt wcze­śniej nie potra­fił – dla­cze­go runę Fehu rysu­je­my wła­śnie tak, a nie ina­czej! Oczy­wi­ście, jak sam/a możesz porów­nać, nie wszyst­kie runy Futhark pokry­wa­ją się ze sło­wiań­ski­mi. Jed­nak więk­szość jest bar­dzo podob­na lub iden­tycz­na, część ma przy­pi­sa­ne nawet te same gło­ski, a inne są pomie­sza­ne. Poza tym wie­le run sło­wiań­skich, obra­zu­ją­cych narzą­dy mowy, jest tak­że podob­na lub iden­tycz­na z pismem etru­skim. Jak przed­sta­wia to Wini­cjusz w swo­jej książ­ce, tą meto­dą jest w sta­nie odczy­tać róż­ne zabyt­ki z runa­mi uwa­ża­ny­mi za etru­skie lub skan­dy­naw­skie. Oczy­wi­ście sło­wa nie są iden­tycz­ne z obec­ny­mi, czę­sto brzmią jak jakieś nie­peł­ne frag­men­ty obec­nych słów, lecz są w brzmie­niu podob­ne do sło­wiań­skiej mowy.

Kolej­ną bar­dzo traf­ną cie­ka­wost­ką, jest to, że runy nie były z góry usta­lo­nym alfa­be­tem, jak się to przyj­mu­je obec­nie, i to chy­ba tyl­ko dla­te­go, że sami tak­że z góry usta­lo­ny alfa­bet uży­wa­my. Wte­dy widocz­nie nie było urzę­dów nor­ma­li­zu­ją­cych pismo, co ma sens. Dla­te­go runy były pismem nie­usta­lo­nym. Każ­dy mógł nary­so­wać narzą­dy mowy, wg wła­sne­go sche­ma­tu i też będzie to do odczy­ta­nia. Dla­te­go wie­le zna­ków runicz­nych-sło­wiań­skich moż­na pisać odwrot­nie, obró­co­ne, albo jako odbi­cie lustrza­ne.

Futhark ktoś z kolei uznał za usta­wio­ny na sztyw­no, to jest, że np. runę Fehu ryje się tak i nie moż­na ina­czej. Może i za cza­sów sto­so­wa­nie Futhark tak było, ale to świad­czy­ło­by o tym, że nie wie­dzia­no skąd się zna­ki runicz­ne wzię­ły. Ofi­cjal­nie uwa­ża się, że wyraz runa ozna­cza tajem­ni­cę, coś nie­wy­ja­śnio­ne­go, tajem­ni­cze­go. Jak słusz­nie, wg mnie, zauwa­ża pan Kos­sa­kow­ski, taki ter­min mógł wymy­ślić tyl­ko ktoś, kto nie potra­fił tego czy­tać. Za to w języ­ku pol­skim, mamy wyra­zy podob­ne jak runo leśne, runo owcze. Czy ma to coś wspól­ne­go z runa­mi – pismem? Podo­bień­stwo może być słusz­ne, jeże­li runy rze­czy­wi­ście były pismem nie­usta­lo­nym, czy­li samo stwa­rza­ją­cym się. Bo czym jest runo leśne? Jak się stwa­rza? Dla­cze­go runo leśne nazy­wa się runo i jest podob­ne to runa, runy? Daw­niej moż­na było uznać, że runo leśne stwa­rza się samo, albo że ma cha­rak­ter nie­usta­lo­ny.

Zapra­szam do zapo­zna­nia się ze stro­ną pol​skie​-runy​.pl – pomoc­ne w nawi­ga­cji będzie klik­nię­cie na przy­cisk [?] w pra­wym gór­nym roku stro­ny :)

Biełwica

W swo­im gme­ra­niu po inter­ne­cie za runa­mi, natkną­łem się tak­że na Bieł­wi­cę – kolej­ne pismo runicz­ne. Uwa­ża­ne jest za pismo sło­wiań­skich kapła­nów, osób wta­jem­ni­czo­nych, czy­li nie­uprzy­wi­le­jo­wa­ne oso­by nie potra­fi­ły się nim posłu­gi­wać. Tak jak wyja­śnie­nia Kos­sa­kow­skie­go, tak i tutaj są to cał­ko­wi­cie teo­rie nie­ofi­cjal­ne i w ogó­le nie potwier­dza­ne przez naukę. Z tego co wiem to Bieł­wi­ca wypły­nę­ła od pana Felik­sa Grusz­ki, gdzie jego nie­kom­plet­ny ręko­pis o Bieł­wi­cy krą­ży po Inter­ne­cie. Zapo­zna­łem się z ów ręko­pi­sem i nie­ste­ty jestem roz­cza­ro­wa­ny. W moim mnie­ma­niu pan Feliks wymy­ślił całą teo­rię o Bieł­wi­cy na pod­sta­wie wcze­śniej­szej wie­dzy od osób, któ­re pró­bo­wa­ły odczy­ty­wać runy, jak Lele­wel, Cybul­ski („O runach sło­wiań­skich” z 1860 r.), itp. Naj­śwież­sze opra­co­wa­nie Wini­cju­sza Kos­sa­kow­skie wg mnie to duży krok ze świe­żym spoj­rze­niem. Jego wyja­śnie­nia mają więk­szy sens i logi­kę. Obaj pano­wie sta­ra­ją się tłu­ma­czyć te same zabyt­ki z runa­mi, przez co moż­na sobie same­mu wyro­bić opi­nię, co może być bar­dziej praw­do­po­dob­ne. Dla mnie naj­więk­szą zagad­ką co do Bieł­wi­cy jest to, że pan Feliks nie wyja­śnia w ogó­le dla­cze­go tak a nie ina­czej ryto runy i dla­cze­go mają takie, a nie inne zna­cze­nie w gło­skach.

Biełwica Feliksa Gruszki
Bieł­wi­ca Felik­sa Grusz­ki

W Bieł­wi­cy mamy tyl­ko 18 run, w tym 2 dla gło­ski „B”, czy­li w sumie pokry­wa tyl­ko 17 gło­sek – nie ma zatem wie­lu gło­sek jak: C, Ć, Ch, Cz, Dz, Dź, Dż, Ę, F, H, J, M, Ń, Ó, Sz, Ś, T, Y, Z, Ź, Ż. Co zatem z nimi? Zauwa­ży­łem, w ręko­pi­sie F. Grusz­ki, że nie­któ­re runy ozna­cza­ją wię­cej niż jed­ną gło­skę, np. runa S, może być rów­nież czy­ta­na jako Z. Jed­nak nie widzę tam wyja­śnień na ten temat, dla­cze­go tak. Zamiast tego mamy wyja­śnie­nie, że 183 = 6, czy­li mamy trzy szóst­ki (666), tak jak w apo­ka­lip­sie św. Jana wraz z nawią­za­niem do super­kom­pu­te­ra w Bruk­se­li „BESTIA”, tyl­ko cóż z tego? Wg mnie wytłu­ma­cze­nie 18 run, sztyw­no z góry wyzna­czo­nych jest moc­no wąt­pli­we.

Wg Kos­sa­kow­skie­go jest zupeł­nie ina­czej, każ­da gło­ska ma nawet po kil­ka zna­ków runicz­nych, dla­te­go, że zacho­wu­jąc zasa­dę two­rze­nia run, moż­na runę obró­cić, np. o 90, czy 180 stop­ni, czy zro­bić jej „odbi­cie lustrza­ne”, ale gdy jest zacho­wa­na zasa­da obra­zo­wa­nia narzą­dów mowy i nie koli­du­je to z inny­mi zna­ka­mi – to moż­na tak robić. Tak samo kre­secz­ki wyróż­nia­ją­ce, moż­na doda­wać czy to na dole, czy na górze danej runy i zasa­da nadal jest zacho­wa­na. I tak jak wg F. Grusz­ki runa „L” i „A” to dwie osob­ne runy, tak wg W. Kos­sa­kow­skie­go jest to ta sama runa „L”. Podob­nie z runa­mi F. Grusz­ki odpo­wia­da­ją­cym gło­skom „B”, „U”. Wg Kos­sa­kow­skie­go czę­sto jest to po pro­stu ta sama gło­ska „Ć”, dla­te­go że małą kre­secz­kę dla X, moż­na dać gdzie­kol­wiek, czy to na górze, czy na dole, czy po pra­wej czy lewej. Runy nie były sztyw­nym alfa­be­tem jak alfa­bet łaciń­ski, czy jak poda­je to F. Grusz­ka w Biał­wi­cy.

Alfa­bet wszyst­kich 18 run Bieł­wi­cy F. Grusz­ki, two­rzy napis: „B’EŁBOG PQLSKA RUNWID” tłu­ma­cząc jako „POLSKA TAJEMNA WIEDZA na cześć BIEŁBOGA”. Nie­ste­ty F. Grusz­ka nie poda­je żad­nych racjo­nal­nych prze­sła­nek ku temu. Dla­cze­go jest tam napis POLSKA? Czy rze­czy­wi­ście już wte­dy uży­wa­no takie­go wyra­zu?
Poza tym RUN, czy­li runa jako tajem­ni­ca? Wg mnie jak i innych opi­nii, runa była tajem­ni­cą dla kogoś kto run nie znał i nie potra­fił ich odczy­tać. Wyglą­da na to, że F. Grusz­ka obrał w swo­ich wyja­śnie­niach, inter­pre­ta­cję zacho­du, że runa to tajem­ni­ca. Wg mnie, to była tajem­ni­ca dla zacho­du, ale nie dla ludzi, któ­rzy stwo­rzy­li runy i ich uży­wa­li.

W. Kos­sa­kow­ski ze zbio­ru wszyst­kich zna­ków runicz­nych, nawet nie pró­bu­je ukła­dać żad­nych mądrych, tajem­nych zwro­tów, czy prze­słań. Po pro­stu runa to obra­zo­wa­nie narzą­dów mowy w cza­sie wypo­wia­da­nia gło­ski. To był punkt wyj­ścia dla czy­ta­nia wyra­zów runicz­nych. Bez żad­nych domnie­ma­nych opo­wie­ści.

F. Grusz­ka nie wziął pod uwa­gę, że dwie gło­ski moż­na było zapi­sać w jed­nej runie, poprzez połą­cze­nie ich (liga­tu­ry, bin­dru­ny). I tak mamy roz­bież­no­ści z Bieł­wi­co­wy­mi runa­mi „S” i „D” a tym co wyja­śnia W. Kos­sa­kow­ski.

Tak więc wg W. Kos­sa­kow­skie­go, Bieł­wi­co­we „S” jest to „LI”, a „D” to liga­tu­ra „ĄM”. Ist­nie­ją jesz­cze zapi­sy łącze­nia gło­sek „O” z „R” („OR”) oraz „I” z „L” („IL”). Ma to swo­je logicz­ne pod­sta­wy, aby sobie uła­twić, skró­cić zapis oraz z racji tego, że runy były nie­usta­lo­ne, więc mogło docho­dzić do takich „skró­tow­ców”, jak i two­rze­nia dowol­nie nowych.

Kamienie mikorzyńskie

Inter­pre­ta­cja kamie­ni z Miko­rzy­na wg F. Grusz­ki: pierw­sza tablicz­ka obra­zu­je Sama z 658 r. n.e. Dowo­dy: z brwi i nosa two­rzy się lite­ra S (zauważ­my, że łaciń­ska – dla­cze­go?). Na dru­giej tablicz­ce ze zwie­rzę­ciem, na dole jest tak­że „S” (już w runach), sym­bo­li­zu­ją­ce Sama.
Napis w runach prze­kła­da jako:
PRUWE-SB‘IR K B‘EŁ
inter­pre­ta­cja: „pogrzeb [pru[wod] i wiec[we[tse] – to zbiorowi­sko rein­kar­na­cyj­ne (śmierć i odro­dze­nie) k(u) B‘EŁ(owi)”.
Następ­nie F. Grusz­ka snu­je prze­sła­nie jako na pogrze­bie Sama (wodza wojów) zbie­ra się zgro­ma­dze­nie, aby pod świę­tym dębem wybrać nowe­go wodza – zosta­je nim Lech I.
Dru­ga tablicz­ka – napis w runach:
BOGDAN, SB‘IR, WOIN, S, LNĄWOI
Inter­pre­ta­cja: Boża dań (to) zbiorowi­sko wojów S(ama) z lgnię­cia­mi (tro­fe­ami).
Czy­li: „Na kamień ten, po szczę­śli­wym powro­cie z wypra­wy wojen­nej i po poprzed­niej obia­cie, wojo­wie Sama skła­da­li Bogu dań, czy­li poda­tek sakral­no-pań­stwo­wy z czę­ści tro­fe­ów, czy­li z tego co im przy­lgnę­ło”.

Sam to czy Mrzć­da łaska­wa? Po lewej jeden z kamie­ni Miko­rzyń­skich, po pra­wej jed­na z figu­rek z Prli­witz (wszyst­ko ofi­cjal­nie uwa­ża­ne za pod­rób­ki wła­śnie dla­te­go, że zawie­ra­ją tę samą postać i zna­ki runicz­ne).

Inter­pre­ta­cja kamie­ni z Miko­rzy­na wg Kos­sa­kow­skie­go: mamy tu kobie­tę w suk­ni i kora­lach (a nie Sama) – podob­ny obraz mamy u J. Potoc­kie­go jako figur­kę, nr 12 z Pril­witz, gdzie bar­dzo podob­na postać tak­że trzy­ma trój­kąt.
Kos­sa­kow­ski napis w runach prze­kła­da jako:
LIŹRZ KŹCO, a z boku nazwa bogi­ni MRZĆDA
Inter­pre­ta­cja: „leziesz ksią­żę (ten któ­ry naka­zu­je)”.
Bogi­ni śmier­ci Mrzćda/Mrzećda jest łaska­wa, w odróż­nie­niu od Marzan­ny, i przy­cho­dzi zabrać duszę do swo­je­go kró­le­stwa.
Dru­ga tablicz­ka – napis w runach:
LIŹIRZ DSZIN * ĆSZ SĄM LN * LN LA DSZI
na dole runa G – bez inter­pre­ta­cji.
Czy­li: „idziesz duszo * cisza jest odpo­czyn­kiem * odpo­czy­nek dla duszy * g”.
Obra­zek przed­sta­wia konia, gdzie wg inne­go zna­le­zi­ska – medal z miej­sco­wo­ści Wap­no – jako tego, któ­ry prze­no­si bóstwo słoń­ca po skle­pie­niu nie­ba. Dołem lwi­ca odno­si słoń­ce na wschód. Zatem praw­do­po­dob­nie koń miał zawieść duszę do nie­ba.
Nato­miast pan dr. Anto­ni Małec­ki uwa­ża to za fal­sy­fi­kat, jako że konik miał być „zerżnię­ty” z posą­gu Świa­to­wi­ta wydo­by­te­go z rze­ki Zbrucz. Rze­czy­wi­ście konik jest podob­ny.
Prze­kład Kos­sa­kow­skie­go bar­dziej do mnie prze­ma­wia, gdzie prze­kła­dy z run, są dużo bar­dziej dźwięcz­ne i czy­tel­niej­sze w naszym rodzi­mym języ­ku, niż to co poda­je F. Grusz­ka.

W spra­wie kamie­ni miko­rzyń­skich war­to wspo­mnieć sło­wa dr. Anto­nie­go Małec­kie­go, z roku 1872, któ­ry uznał je za fal­sy­fi­kat ostro kry­ty­ku­jąc:

[...]

Zobacz­my jakie to są napi­sy.

Na kamie­niu wpierw zna­le­zio­nym, okrą­głym, wydra­pa­ny jest w samym środ­ku jego wklę­sło­ści rysu­nek, przed­sta­wia­ją­cy w popier­siu boż­ka Pro­we­go. Resz­tę miej­sca, poni­żej tego rysun­ku (nie­zmier­nie nie­zdar­ne­go), zapeł­nia­ją bazgra­ni­ny runicz­ne, tak­że w kamie­niu wyku­te. Ich odczy­ta­nie może być dla nas zupeł­nie obo­jęt­ne. Czy je tam kto czy­tać będzie, jak chciał Cybul­ski:

Smir. Kmet. Pro­we

czy jak dru­dzy decy­fro­wa­li:

Sbir. Pro­we. Kbel

albo też:

Smr. Pro­we. cezt

sen­su zdro­we­go beł­ko­ty te mieć nie będą, i nie cho­dzi­ło też wca­le o to ich dow­cip­ne­mu auto­ro­wi. [...]

Cie­ka­we co by pan Małec­ki powie­dział na „LIŹRZ KŹCO MRZĆDA”? Sen­su mieć nie będą? Wg. mnie w koń­cu mają. Gdy zro­zu­mia­łem i nauczy­łem się czy­tać runy, tak jak to zapre­zen­to­wał pan Kos­sa­kow­ski, to też je tak odczy­tu­ję. Ty też możesz to spraw­dzić.

Co do dru­gie­go kamie­nia, pan Małec­ki pisze:

[...]

Na oko­ło tego koni­ka czy­ta­my na miko­rzyń­skim kamie­niu zno­wu kil­ka runicz­nych beł­ko­tów, któ­re, jak się samo rozu­mie, nie mają żad­ne­go sen­su. Czy­ta­li je róż­ni róż­nie.

Zbir. woin. boh. dan. sl. na. woi (Lele­wel).

Smir. woin. s. l. na. woi. boh­dan (Cybul­ski).

Swir. bog. odin. woin. Lutu­oi (Wocel, cze­ski uczo­ny).

Smir. boho­dan. woin. s. Upa­woi (X. Petru­sze­wicz, ruski badacz).

Smir. boh­dan. woin. s. Ludi­woi (Rogaw­ski) i t. d.

Oczy­wi­ście, że nie mają sen­su, bo dopie­ro nie­daw­no pan Kos­sa­kow­ski wpadł na to, jak te runy czy­tać.

A jak poda­je Wiki­pe­dia mamy tam SMIR PROWE KMET albo SAIR ERDWD TZDT. Hm, co brzmi bar­dziej swoj­sko i sło­wiań­sko? SAIR ERDWD TZDT czy LIŹRZ KŹCO MRZĆDA? I co w ogó­le ma ozna­czać SAIR ERDWD TZDT? Jak widać w Wiki­pe­dii zosta­li­śmy z wie­dzą z wie­ku XIX, czy­li – cytu­jąc pana Małec­kie­go – „beł­ko­tem”.

Jed­no­cze­śnie wie­le oskar­żeń pana Małec­kie­go, dez­ak­tu­ali­zu­je się, zwłasz­cza te doty­czą­ce bóstw, gdzie wg sta­rych tłu­ma­czeń mie­li­śmy Pro­we albo Rhe­tra. Teraz te same runy, tłu­ma­czy­my jako MRZĆDA, RŻATRO. Czy­li jed­nak bar­dziej wyglą­da­ją­ce, że przez sło­wian a nie Niem­ca pisa­ne.

Tabliczki z Podebłocia

Inter­pre­ta­cja inskryp­cji z Pode­bło­cia, wg F. Grusz­ki:
Tablicz­ka nr 3:
„I” (jako licz­ba 1), „A”, „i” (łaciń­skie), „Q”, „N”, „B”, „CHJ” (jako łac.-grec. Jezus Chry­stus).
Czy­li:
1-JA-B‘EŁ i ON-CHRISTOS JESOS
Czy­li:
„Jeden rok po wypar­ciu z Pode­bło­cia wojów wiel­ko­mo­raw­skich, czy­li w 907 roku wia­rą panu­ją­cą i zwy­cię­ską była znów daw­na wia­ra w Bie­ła-Bieł­bo­ga, któ­re­go sym­bo­lem był trój­kąt.
Nato­miast wia­rą wte­dy zani­ka­ją­cą, prze­gra­ną był ON-Chry­stus Jezus aż do roku 966, czy­li do chrztu Miesz­ka I i jego dru­ży­ny.”.
Tablicz­ka nr 1:
„V” (jako ksią­żę­ta), „3” (arab­skie, jako trzech ksią­żąt), „II” (rzym­skie 2, jako 2 lata), „CHJ” (jako łac.-grec. Jezus Chry­stus).
Czy­li:
„Trzej wodzo­wie (ksią­żę­ta wiel­ko­mo­raw­scy) – Moj­mir II, Świę­to­pełk II i Sub­or-Sub­og w imie­niu Chry­stu­sa Jezu­sa pano­wa­li w pań­stwie Wiel­ko­mo­raw­skim, kie­dy wyko­na­no zapis w Pode­bło­ciu, tj. w 896 r., czy­li dwa lata po śmier­ci Świę­to­peł­ka I w roku 894.”
Tablicz­ka nr 2:
„IX” (rzym­skie licz­ba 9, czy­li 9 rocz­ni­ca śmier­ci), „S” (łaciń­skie, jako Świę­to­pe­łek I), „I” (łaciń­skie „i” od Impe­ra­tor), „CHJ” (jako łac.-grec. Jezus Chry­stus).
Czy­li:
„9 lat temu, tj. w 984 r. licząc od 903 r., zmarł Świę­to­pe­łek I, wódz naczel­ny, ksią­żę pań­stwa wiel­kich Moraw – w imię Chry­stu­sa Jezu­sa (amen)”.
Co mnie tu nie­po­koi to to, że tablicz­ki z Pode­bło­cia praw­do­po­dob­nie są pokru­szo­ny­mi frag­men­ta­mi, więk­szej cało­ści, a pan F. Grusz­ka tłu­ma­czy je jako całość, upa­tru­jąc w tym więk­szą histo­rię, widząc tam licz­by rzym­skie: I, II, IX, arab­skie: 3, jak i gło­ski łaciń­skie pomie­sza­ne z runa­mi + inter­pre­ta­cje main­stre­amo­wych naukow­ców o rze­ko­mych sym­bo­lach Chry­stu­sa. Wg mnie histo­ria o pań­stwie Wiel­kich Moraw jest cał­kiem real­na, ale wyglą­da mi na to, że F. Grusz­ka wyssał z pal­ca odczyt tych run, tak aby paso­wa­ły pod tą histo­rię.

Inter­pre­ta­cja inskryp­cji z Pode­bło­cia, wg Kos­sa­kow­skie­go: przede wszyst­kim zazna­cza on, że cięż­ko jest je odczy­tać, jako że są to tyl­ko frag­men­ty, nawet nie ma pew­no­ści czy pra­wi­dło­wą stro­ną odczy­tu­je.
Tablicz­ka nr 3:
...Dsi okn…
(może „dzi­siaj okna”?)
...GŻijT… (może od grza­nia?)
Tablicz­ka nr 1:
Co cie­ka­we, tutaj Kos­sa­kow­ski odczy­tu­je ją odwrot­nie, obra­ca­jąc ją o 180 stop­ni wzglę­dem odczy­tu F. Grusz­ki. I tak wycho­dzi:
...Dsi G.P...
...IIZDJ…
(może „jej zrób, zdziej”?)
Tablicz­ka nr 2:
...ISKI…
(jak­by koń­ców­ka, może nazwi­ska?)
...ŚU…
Jak widać Kos­sa­kow­ski nie wysu­wa dale­ko idą­cych histo­rii, jedy­nie roz­wa­ża moż­li­wość, że może tablicz­ki przed­sta­wia­ją tekst budo­wy domu?
Odrzu­ca jed­nak zawar­cie tam zna­ków łaciń­skich, widząc tam wyłącz­nie runy, podob­ne do tych z Pril­wic. Tym samym odrzu­ca tezy aby wid­nia­ły tam sym­bo­le Jezu­sa Chry­stu­sa. Tak więc, może­my mieć tu do czy­nie­nia z czy­sto runicz­nym zapi­sem.

Co o tablicz­kach z Pode­bło­cia twier­dzi main­stre­am, może­cie poczy­tać tutaj, czy­li w skró­cie: Tade­usz Wasi­lew­ski odczy­tał napis z tablicz­ki nr 2 jako IXCN, a z tablicz­ki nr 3 jako IX/ICXC. Mamy tu zatem do czy­nie­nia z typo­wy­mi chry­sto­gra­ma­mi bizan­tyń­ski­mi: nr 2: I(HCOYC) X(PICTO)C N(IKA) oraz nr 3: I(HCOYC) X(PICTOC) / I(HCOY)C X(PICTO)C. Chry­sto­gram IC/XC – NI/KA – „Jezu Chry­ste, zwy­cię­żaj”. Nie­ste­ty wię­cej tam tek­stu nie istniejącego/domniemanego (w nawia­sach) niż rze­czy­wi­ste­go. W sumie to moż­na by sobie wsta­wić cokol­wiek i też by paso­wa­ło :) Tak samo nie dostrze­ga­ją, że mogą to być pokru­szo­ne frag­men­ty więk­szej cało­ści, więc ich wyna­laz­ki mogą być kom­plet­nie nie­tra­fio­ne.

W każ­dym bądź razie może­cie tak­że z Bieł­wi­cą się zapo­znać, ja to trak­tu­ję jed­nak jako wymy­ślo­ną cie­ka­wost­kę. Może nie­słusz­nie i nie chcę niko­go obra­żać, w koń­cu main­stre­am tak­że dopi­su­je sobie spo­ro w inter­pre­ta­cjach. Może przed książ­ką  „Pol­skie runy prze­mó­wi­ły” W. Kos­sa­kow­skie­go, Bieł­wi­ca by mnie bar­dziej prze­ko­ny­wa­ła, jed­nak w świe­tle innych infor­ma­cji wypa­da, wg mnie, mało auten­tycz­nie.

Tak czy ina­czej, jak zawsze każ­dy ma swo­ją rację, zależ­nie co mu w duszy gra.