Przeskocz do treści

Własność intelektualna – że co?

faceWła­sność inte­lek­tu­al­na – brzmi dum­nie, groź­nie, praw­ni­czo, donio­śle i jest jed­ną z naj­więk­szych bzdur naszych cza­sów.

Wła­sność inte­lek­tu­al­na mówi, że jak ja coś wymy­ślę, to ta myśl/wymysł jest mój i tyl­ko mój i tyl­ko ja mogę tym dys­po­no­wać, np. poprzez sprze­da­wa­nie tego wymy­słu innym ludziom, a kto inny już nie może uży­wać mojej myśli, bo jest zakle­pa­na prze­ze mnie. Jak ktoś wyko­rzy­sta mój wymysł, to mogę go pozwać i sąd przy­zna mi rację – tak w wiel­kim skró­cie.

Przy­po­mi­na mi to pew­ną grę/zabawę, gdy byłem w przed­szko­lu (mia­łem 5–6 lat), gdzie razem z chło­pa­ka­mi przy­glą­da­li­śmy się prze­jeż­dża­ją­cym uli­cą samo­cho­dom. Któ­ry z nas, jako pierw­szy, wypa­trzył super bry­kę, krzy­czał „moje!”. W ten spo­sób miał „sza­cun”, jako że to niby była jego bry­ka, bo ją jako pierw­szy wypa­trzył i zakle­pał sobie. Póź­niej zara­że­ni ideą, prze­krzy­ki­wa­li­śmy się, kto pierw­szy krzyk­nie „moje!”, na widok co faj­niej­sze­go samo­cho­du. Oczy­wi­ście żaden z tych samo­cho­dów nie był fizycz­nie, ani praw­nie nasz, one tyl­ko prze­jeż­dża­ły i jak się poja­wia­ły z za zakrętu/pola widze­nia tak i zni­ka­ły. Wła­śnie na takiej samej zasa­dzie dzia­ła wła­sność inte­lek­tu­al­na:

  1. Tak napraw­dę nie ma żad­nej wła­sno­ści – jest wymy­ślo­ną umo­wą w gru­pie osób, któ­ra chce się w to bawić.
  2. Bazu­jąc na ego­istycz­nych pobud­kach, zaba­wa wkrę­ca i pochła­nia coraz wię­cej gra­czy.
  3. Jest dzie­cin­na i pozba­wio­na więk­sze­go sen­su.

Naj­waż­niej­szym wg mnie argu­men­tem, że to bzdu­ra, jest to, że nikt tak napraw­dę nie wymy­śla cze­goś sam, ponie­waż każ­da myśl, poprze­dzo­na jest czy­jąś inną myślą. To tak jak­by wyma­gać od pierw­sze­go homo sapiens na tej pla­ne­cie, aby od razu wymy­ślił, np. współ­cze­sny samo­lot, któ­ry ma koła, cho­wa­ne pod­wo­zie, hydrau­li­kę, odpo­wied­ni wypro­fi­lo­wa­ne skrzy­dła dają­ce siłę nośną, świa­tła, fote­le, kom­pas, radio, wen­ty­la­cję, rur­kę Pito­ta (od twór­cy wyna­laz­ku Pito­ta :-)), ter­mo­metr, próż­nio­mierz, sil­nik (z tło­ka­mi, spa­la­niem mie­szan­ki, ole­jem, pali­wem), gaź­nik, odla­dzacz gaź­ni­ka i pła­tów skrzy­deł, kla­py zmie­nia­ją­ce pro­fil skrzy­dła tak aby zwięk­szyć siłę nośną, śmi­gło wytwa­rza­ją­ce ciąg wraz z regu­la­cją sko­ku śmi­gła... Hola, hola, to prze­cież czło­wiek, któ­ry pro­wa­dzi sobie koczow­ni­cze życie, zbie­ra jedzon­ko i dopie­ro co poj­mu­je licze­nie i doda­wa­nie. Nie trze­ba być geniu­szem aby zoba­czyć, że współ­cze­sne­go samo­lo­tu nie wymy­ślił jeden czło­wiek, a set­ka osób, na prze­strze­ni wie­lu lat, czy nawet począt­ków naszej cywi­li­za­cji.

Ale wra­ca­jąc jesz­cze do nasze­go pierw­sze­go homo sapiens, wyobraź sobie, że już wte­dy, od same­go począt­ku funk­cjo­nu­je pra­wo wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej. I nasz homo sapiens wymy­śla koło, coś co się toczy i jest to wiel­kim odkry­ciem – nikt jesz­cze nie wie do cze­go to się może przy­dać, ale jest faj­ne i ludzie się tym bawią, tocząc koła z pagór­ków. I ten czło­wiek mówi całe­mu spo­łe­czeń­stwu – to jest moja wła­sność inte­lek­tu­al­na. Po paru latach, inny czło­wiek wpa­da na jesz­cze lep­szy pomysł, łączy dwa koła z kło­dą, i mocu­je do desek – wymy­śla nad­wo­zie, któ­re nie jest już tyl­ko zabaw­ką jak samo koło, ale ma dużo bar­dziej prak­tycz­ne zasto­so­wa­nie, poma­ga ludziom w cięż­kiej pra­cy, prze­miesz­cza­nia róż­nych rze­czy. Zauważ, co jest tutaj bar­dzo istot­ne: ten dru­gi czło­wiek nie wyna­lazł by nad­wo­zia, gdy­by ten pierw­szy nie wymy­ślił koła. Zatem wszy­scy ludzie są szczę­śli­wi z nowe­go wyna­laz­ku, oprócz jed­ne­go czło­wie­ka. Zazdrość popar­ta ego­istycz­nym pra­wem „moje”, czy­li ja jestem naj­waż­niej­szy i łech­ce mi to ego, powo­du­je że jed­na z osób, wyna­laz­ca koła, jest nie­szczę­śli­wa. Bo już jego „moje” – koło – nie jest tak wyso­ko na pie­de­sta­le, jak wcze­śniej – czy­li już nie czer­pie z tego korzy­ści jak dotych­czas (współ­cze­śnie korzy­ści finan­so­wych). Więc powo­łu­jąc się na pra­wo wła­sno­ści, mówi: do wymy­śle­nia i zbu­do­wa­nia nad­wo­zia, wyko­rzy­sta­łeś aż dwa koła, któ­re to ja wymy­śli­łem – zatem zabra­niam Ci wyko­rzy­sty­wa­nia mojej twór­czo­ści w posta­ci kół – wymyśl sobie inne nad­wo­zie. Zatem cała spo­łecz­ność, godzą­ca się na pra­wo wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej, przy­zna­je twór­cy koła rację. Pomysł pod­wo­zia odcho­dzi w zapo­mnie­nie, ludzie dalej prze­no­szą rze­czy na wła­snych bar­kach, a koła uży­wa­ją tyl­ko do zaba­wy. Całe spo­łe­czeń­stwo zatrzy­ma­ło się w roz­wo­ju, moż­na by rzec ucier­pia­ło na tym. Moż­na by pomy­śleć, że tyl­ko twór­ca koła jest szczę­śli­wy. Ale to też mit – może wyda­wać się że wygrał, ale też jest prze­gra­nym, ma prze­cież świa­do­mość, że ludzie ucie­szy­li się z nad­wo­zia, że uła­twi­ło by im to życie, bo prze­cież też i on sam musi nosić toboł­ki na rękach – ale jego ego tego nie przy­zna. Jed­nym sło­wem, dzię­ki sztucz­nie wymy­ślo­nej bzdu­rze, jak pra­wo wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej, ucier­pia­ło całe spo­łe­czeń­stwo, fizycz­nie, inte­lek­tu­al­nie, moral­nie. Dopó­ki sami tej sytu­acji nie zmie­nią i nie znio­są tego pra­wa, będą tkwić w tym pato­sie. Wbrew pozo­rom o naszym obec­nym, wyso­kim roz­wo­ju, to się wła­śnie teraz dzie­je – w wie­lu obsza­rach tkwi­my w miej­scu, jak cho­ciaż­by od lat uży­wa­my pry­mi­tyw­nych paliw kopal­nia­nych, gdzie przy pomy­sło­wo­ści i wspie­ra­niu współ­pra­cy, już 100 lat temu mogli­by­śmy przejść na wol­ną ener­gię, cho­ciaż­by dzię­ki Nico­la Tesli.

Wra­ca­jąc do nasze­go przy­kła­du z kołem, co by się sta­ło gdy­by znie­sio­no, albo gdy­by nigdy nie obo­wią­zy­wa­ło pra­wo wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej? Dokład­nie to co się sta­ło. Roz­kwi­tło two­rze­nie wozów, póź­niej karet (doda­no wygod­ne fote­le, tapi­cer­kę, drzwicz­ki, szyb­ki), póź­niej ktoś jeden wymy­ślił sil­nik, dru­gi polep­szył koła – dodał opo­ny, trze­ci wymy­ślił elek­trycz­ność, doda­no świa­tła, i tak dalej, opie­ra­jąc się na twór­czo­ści inte­lek­tu­al­nej poprzed­nich poko­leń, obec­ne poko­le­nie mogło swo­bod­nie roz­wi­jać i wymy­ślać kolej­ne pomy­sły. To samo doty­czy się sztu­ki, muzy­ki, malo­wa­nia, tań­ca, rzeź­by. Gdy­by wte­dy ktoś powie­dział stop, to moje, nie wol­no, utknę­li­by­śmy tam na dobre. W sumie tak się dzia­ło w wie­lu dzie­dzi­nach. Np. gdy bra­cia Wri­ght wymy­śli­li i zbu­do­wa­li pierw­szy samo­lot, szyb­ko powsta­ło na całym świe­cie, w USA, Fran­cji, Niem­czech, Anglii, Wło­szech, wie­le firm, któ­re zaję­ło się pro­duk­cją samo­lo­tów. Wte­dy to zaczę­ły roz­po­wszech­niać się w Sta­nach cho­re pra­wa paten­to­we i wła­sno­ści inte­lek­tu­al­ne, tak­że w dzie­dzi­nie lot­nic­twa. Spo­wo­do­wa­ło to, że fir­my zaj­mu­ją­ce się pro­duk­cją samo­lo­tów, nie mogły dojść do poro­zu­mie­nia, gdyż każ­da z nich zastrze­gła sobie klu­czo­wą część jako wła­sność inte­lek­tu­al­ną danej fir­my, w ten spo­sób dążąc do mono­po­lu i zysków tyl­ko dla sie­bie. Jed­nak w prak­ty­ce nikt nie mógł roz­po­cząć pro­duk­cji. W tym samym cza­sie w Euro­pie, nikt nie myślał o taki głu­po­tach i lot­nic­two tam się roz­wi­ja­ło. Anglia, Niem­cy, Fran­cja, Wło­chy, posia­da­ły jed­ne z naj­lep­szych samo­lo­tów tam­tych cza­sów – mowa o okre­sie sprzed jak i pierw­szej woj­ny świa­to­wej. Póź­niej, nawet u nas w Pol­sce, też mie­li­śmy świet­ne kon­struk­cje. Wra­ca­jąc do sytu­acji w Sta­nach, musia­ło dość do inter­wen­cji rzą­du, gdyż „dzie­ci” jaki­mi były fir­my lot­ni­cze, cią­gle zakle­py­wa­ły sobie „moje”, ale nic z tego nie wyni­ka­ło. Dla­te­go też, rząd pod­jął decy­zję o tym­cza­so­wym znie­sie­niu wszel­kich wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nych, doty­czą­cych budo­wy samo­lo­tów, i dopie­ro to odkor­ko­wa­ło pato­wą sytu­ację. Fir­my w koń­cu wzię­ły się do pra­cy nie musząc już mar­twić się czyj to pomysł, a sku­pia­jąc się jedy­nie na pro­duk­cji i testo­wa­niu jak naj­lep­szych samo­lo­tów. Zosta­ły na ryn­ku te fir­my, któ­re osią­gnę­ły naj­lep­sze suk­ce­sy w rze­czy­wi­stej awio­ni­ce, a nie te któ­re zakle­pa­ły sobie naj­lep­sze pomy­sły.

Jest jesz­cze jeden, powszech­ny argu­ment za wła­sno­ścią inte­lek­tu­al­ną – chro­nie­niem twór­cy, jako że to jemu się nale­ży chwa­ła i pie­nią­dze, a bez tego nikt by nic nie wymy­ślał, bo by nie miał moty­wa­cji, więc też był­by patos. Hmm… czyż­by? Jak widać po tym co było, zanim wymy­ślo­no wła­sność inte­lek­tu­al­ną, jakoś roz­wój ludz­ko­ści kwitł – dla­cze­go zatem? Owszem chwa­ła wyna­laz­cy się nale­ży, dla­te­go czę­sto ich wyna­laz­ki nazy­wa­no od nazwi­ska wyna­laz­cy – jest to pięk­ny gest, jak maszy­na Turin­ga, pra­wo Moore­’a, alge­bra Boole­’a, itp. Dzię­ki temu nikt nie zapo­mni i nie będzie miał wąt­pli­wo­ści kto był auto­rem wyna­laz­ku. Jed­nak wszel­kie inne oba­wy wywo­dzą się z czy­sto ego­istycz­nych pobu­dek, dla sła­wy, pie­nię­dzy. Już od daw­na wia­do­mo, że czło­wiek jest isto­tą cie­kaw­ską, my ludzie zada­je­my pyta­nie „dla­cze­go” i szu­ka­my odpo­wie­dzi nie dla sła­wy czy pie­nię­dzy, tyl­ko z wła­snej, wewnętrz­nej cie­ka­wo­ści.

Tak więc, wg mnie jeże­li myśl twór­cza ma być czy­jąś wła­sno­ścią, to tyl­ko i wyłącz­nie wła­sno­ścią całej ludz­ko­ści.